Konferencje i homilie



"Bądźmy uczniami Chrystusa - wprowadzenie"

konferencja ks. St. Szczepańca
2 grudnia 2007

Piękne są ideały nakreślone w Statucie Bractwa św. Zofii. Przypominanie ich sobie co roku chyba jakoś odświeża pragnienie dążenia w tym kierunku i realizacji. Tu jest zawsze forma realizacji Ewangelii.
      Zgodnie z zapowiedzią, kontynuacją czy też ukierunkowaniem tego rozważania Statutów ma być temat roku, który dziś zaczynamy: "Bądźmy uczniami Chrystusa". Tak to biskupi sformułowali. Chciałem zacząć od cytatu z wypowiedzi księdza E. Stańka i księdza H. Witczyka z programu na ten rok "Bądźmy uczniami Chrystusa" jako wprowadzenie:
      "Temat jest szeroki i zasadniczo wszystko można w nim odnaleźć. Ale żyjemy w świecie, w którym większość nie chce być uczniem. Marzy o tym, by się wyrwać ze szkoły, by już do niej nie chodzić. Mit dorosłości oczarował współczesnego człowieka i podciął korzenie samej Ewangelii. Ona bowiem jest szkołą i jeśli nią przestaje być, znika.
      Być uczniem Jezusa to zdecydować się - świadomie i dobrowolnie - na to, aby On był Mistrzem, a ja uczniem do końca życia, do ostatniego uderzenia serca. Więcej, nawet po śmierci nie chcę przestać być Jego uczniem! Chcę, by On został moim Mistrzem na wieczność. Albowiem doskonalenie naszej miłości dokonuje się zawsze według wzoru Jezusa. Pierwszym więc celem pracy duszpasterskiej w roku 2007/2008 będzie próba uświadomienia wiernym potrzeby i radości bycia uczniem Jezusa. To łączy się ściśle z odpowiedzią na postawione wyżej pytania.
      Trzeba dokładniej przeanalizować ów mit dojrzałości stojący u podstaw światopoglądu współczesnego człowieka. Trzeba dojrzeć w nim ukrytą ucieczkę od odpowiedzialności. Uczeń bowiem odpowiada przed nauczycielem czy mistrzem, tymczasem już gimnazjalista, poczytuje sobie za krzywdę traktowanie go jako ucznia. Dojrzałość jawi się więc jako wolność od tej odpowiedzialności. Trzeba dostrzec mechanizmy współczesnej szkoły zbudowane na tym micie. Trzeba dostrzec ich obecność w wychowaniu rodzinnym, zawodowym, społecznym. Jakże wiele trudnych problemów się tu wyłania. Część z nich można właściwie ocenić dopiero po dostrzeżeniu owej niechęci do bycia uczniem. To tylko jedna z przyczyn bojkotu bycia uczniem przez współczesny świat, a jest ich znacznie więcej. Kaznodzieja i duszpasterz podejmując temat: Bądźmy uczniami Chrystusa winien te przyczyny dokładniej przeanalizować. Bez tej analizy owoce pracy będą marne."
      To jedna ocena, jedno spojrzenie - człowiek nie ma ochoty być uczniem, owoce będą marne. Czy w ogóle bierzemy się do tej roboty? Czy ten temat rzeczywiście tak się przedstawia dzisiejszemu człowiekowi i czy istnieje równoczesne pragnienie, żeby znaleźć mistrza? Pragnienie, żeby znaleźć mistrza w jakiejś dziedzinie. Ktoś imponuje w dziedzinie sportu. Dzisiaj słyszymy, że jest w Polsce "małyszomania", że wszyscy są zapatrzeni w Małysza. Jest mistrz i mistrz potrafi porwać. Jeśli jest w muzyce mistrz, jeśli jest w teatrze mistrz, jeśli jest w dziedzinie na przykład naukowej, to na pewno on imponuje i właściwie człowiek chce mieć mistrza. Czy chce mieć także mistrza życia duchowego, mistrza modlitwy, mistrza choćby tego, co przed chwilą było czytane w Statutach: mistrza ubóstwa, posłuszeństwa, czystości, mistrza zatroskania o drugiego człowieka, miłości Boga i bliźniego?
      Może rzeczywiście punktem wyjścia do tych wysiłków tegorocznych (mamy je podjąć w kolejnych Dniach Skupienia) jest jakaś analiza stanu dzisiejszego, mojego stanu, mojej niechęci i mojej chęci, bo może dominować u kogoś niechęć: "nie wiem, co to znaczy w tym wieku dorosłym być uczniem, nie mam żadnej ochoty iść do jakiejś szkoły i czegoś się uczyć, zupełnie mi to nie odpowiada i w takim czymś się nie odnajduję". A może być równocześnie z tą niechęcią i jakimś oporem jeszcze głębsze pragnienie, że bez mistrza sobie nie poradzę. Że wtedy człowiek tak trochę się błąka. Nie ma tego sprecyzowanego ideału, który mu powie, że to naprawdę jest realne, że da się osiągnąć jakieś wyżyny, jakieś szczyty, coś więcej niż przeciętność. W wymiarze życia duchowego może się to kojarzyć z tym, że taki człowiek, taki mistrz, taki ktoś niezwykły musi być bardzo znany, to jest ktoś, o kim gazety piszą. Bo dzisiaj jak nie piszą o czymś gazety albo w telewizji nie mówią, to się może wydawać dla współczesnego człowieka, że to jest niegodne uwagi, że to za mało żeby się tym interesować. I pewnie telewizja nam nie pokaże mistrzów życia duchowego, mistrzów świętości, chyba, że wydarzy się coś spektakularnego.
      Kiedy snułem refleksję właśnie nad tym aspektem zagadnienia, to wydawało mi się na pewnym etapie, że można by skończyć to wprowadzenie i podjąć raczej dyskusję niż kontynuować wykład czy referat, czy konferencję, czy rozważanie, czy cokolwiek innego, żeby się bardziej zorientować, w którym miejscu trzeba mówić. Czy w miejscu budzenia pragnienia, bo go nie ma, czy w miejscu rozwoju pragnienia, bo ono jest? Nie wiem, czy mamy rozmawiać, czy zostawimy to na później. Teraz dokończę wątek od strony takiej jak sobie to ułożyłem...
      Osobiście odbieram to tak, że jest we mnie równocześnie chęć i niechęć. Ale dominuje zdecydowanie chęć. Chcę mieć mistrza, chcę się uczyć. Wydaje mi się, że jak mi lat przybywa, to mam wrażenie, że jest coraz więcej rzeczy, których bym się chciał nauczyć szczególnie właśnie od Chrystusa. A jeśli człowiek od Chrystusa nie chciałby się czegoś nauczyć, to można wyciągnąć daleko idący wniosek: Kim właściwie ten Pan Jezus jest, że On niczego człowieka nie może już nauczyć? Bo ja się od Niego już wszystkiego nauczyłem, czego mogłem się nauczyć. Albo też, to, czego On chce nauczyć, nie jest dla mnie atrakcyjne, nie dość atrakcyjne, albo nie dość pod ręką, albo nie dość realne, albo jakieś... Gdzieś jest przeszkoda. Gdzieś jest jakaś sytuacja, w której zachwycenie się Mistrzem, zauważenie Chrystusa tak bardzo osobiście, Tego, który jest Mistrzem, za którym człowiek idzie krok w krok... że lata mijają i choć człowiek uczy się jakoś, stale coś czyta, stale się nawraca, stale idzie do spowiedzi, przeżywa rekolekcje, ale w jakimś wymiarze jest to, o czym mówiła wczorajsza Ewangelia, w ostatni dzień roku liturgicznego: "Uważajcie, aby wasze serca nie były ociężałe." Że jest to taki uczeń kombinator, ociężały uczeń, który się uczy może, nie ucieka wprost z tej szkoły, ale to nie jest uczeń z pierwszej ławki zapatrzony w Mistrza. I nie tylko w sensie słuchania Jego nauki, ale to, co jest specyfiką Jego uczenia, to jest uczenie życia. W tej szkole Jezusa, w której On miał apostołów i uczniów, w zestawieniu z innymi szkołami np. rabinacką albo ze szkołami tamtego czasu o podobnym charakterze, w tej szkole było o wiele mniej tego szkolnego uczenia, tej szkolnej atmosfery, a o wiele więcej było czegoś, co ujmuje się słowami Pójdź za Mną: uczenie się życia, rozwój w człowieku tych najgłębszych potrzeb wartości, pragnień, aż do zdolności oddania życia za kogoś, pójścia na krzyż. Dać wszystko, co człowiek ma i co posiada, i że to właśnie jest tą specyfiką między innymi czegoś, co w Ewangelii wprost szkołą się nie nazywa, ale jest pojęcie uczeń jako jedno z najczęstszych i kluczowych terminów, który tam jest używany.
      Powiedzmy, że to wstępne pytanie: czy chcę być uczniem, jestem uczniem, czy słowo uczeń jest dla mnie bliskie, czy też nie. Czy we mnie walczy jakoś albo rośnie jedno i drugie. Raz chcę, raz mniej chcę. Raz się przykładam, raz się nie przykładam. Z tym pójdziemy na adorację i to jest jeden z tematów na początek roku. Im bardziej człowiek zapragnie tego, żeby nauczyć się czegoś od Jezusa, naprawdę się nauczyć czegoś, to przez lata może lepiej zrozumieć, czego właściwie chce się nauczyć. Co się już nauczyłem, już umiem, jakoś umiem, a czego się nie nauczyłem, zupełnie nie umiem i nie idzie mi. Nie, żebym nie wiedział. Słyszałem sto razy, ale nie umiem. Dlatego chcę się dalej uczyć i to gorliwiej się uczyć. I to uważniej się uczyć, i to mądrzej się uczyć. I to uczyć się tak abym się nauczył. Nie tak, żebym się uczył i uczył, ale się nie nauczył.
      Patrząc z takiej perspektywy wstępnej na Ewangelię, trzeba zauważyć, że Pan Jezus powołując tych, których my nazywamy apostołami, mówił do każdego z nich, w liczbie pojedynczej: Pójdź za Mną. Pan Jezus w różnych kontekstach powtarza: Kto chce iść za Mną, Kto chce być Moim uczniem... Jeśli chce być Moim uczniem, to ma nieść krzyż za Mną. Jeśli chce być Moim uczniem, to ma robić to, co Ja robię, myśleć jak Ja myślę. Uczyć się tej postawy, którą Ja posiadam. I tutaj jest gdzieś w życiu człowieka takie doświadczenie, że albo jednorazowo, albo tak stopniowo trzeba usłyszeć to, że Jezus stanął przede mną i powiedział: Pójdź za Mną. Odkrycie tego wezwania w przypadku wielu ludzi, to odkrycie wezwania, to zaproszenie, ma charakter nawrócenia. Człowiekiem wstrząśnie coś, tak doświadczy tego wezwania, tej obecności, że przed nim stanął Pan Bóg, że przed nim stanął Chrystus i powiedział Pójdź za Mną, że człowiek coś ważnego w swoim życiu zmienia, że człowiek zaczyna z inną gorliwością i w inny sposób, zupełnie z innym rodzajem zaangażowania iść za Chrystusem. To odkrycie powołania, odkrycie wezwania niekoniecznie musi mieć charakter jednorazowego nawrócenia. Ale chyba jest w stanie człowiek, patrząc na swoje życie, na minione lata, szczególnie jeśli tych lat już trochę ubyło, dostrzec czy te lata uskładały się na tę świadomość, ta ilość przeżyć, czy uskładała się na tę świadomość, że ja poczułem się osobiście wezwany Pójdź za Mną. Na miarę Piotra, na miarę Jakuba, na miarę Jana, na miarę innych, którzy tam w Ewangelii się pojawiają.
      Zapewne słyszeliśmy określenie: "Przyjąć Chrystusa jako Pana i Zbawiciela". Nieraz się zastanawiałem jak to funkcjonuje. Czy przypisuje się jednorazowym wydarzeniom to, że ktoś będąc np. w szkole średniej na jakimś etapie swojej formacji przyjął Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, i że jego życie się radykalnie zmieniło? Ale to nie tak działa, bo wtedy takie wydarzenie musiałoby być większe np. niż bierzmowanie albo komunia święta, kiedy przecież dokonuje się interwencja Boga w życie człowieka o zupełnie innym charakterze. W każdym razie, w samym tym wstępnym przypomnieniu dotychczasowych doświadczeń, powrocie do pytania czy czuję się wezwany, czy Chrystus stoi przede mną osobiście, czy to jest Ktoś, Osoba, za którą człowiek chce iść, pojawia się w tym pojęciu bycia uczniem czy bycia z Jego strony nauczycielem nie typowo szkolny obraz nauczyciela, który z geografii z czegoś chce nauczyć i wymaga - umiesz, dostajesz piątkę albo też inną ocenę. Tu pojawia się główne słowo: Chcesz być uczniem? - Pójdź za Mną. Wzywam cię - Pójdź za Mną. Człowiek staje się uczniem, gdy słyszy - Pójdź za Mną. Chrystus czyni człowieka uczniem mówiąc mu - Pójdź za Mną. To słowo jest tutaj kluczem i to słowo jest nazwą, i to słowo jest treścią, i to słowo jest kierunkiem, i to słowo nas niewątpliwie wprowadza w taki właściwy kierunek bycia uczniem Chrystusa, to znaczy naśladowania, pójścia za Nim.
      Kiedy popatrzymy na tę rzeczywistość, na ten opis bycia uczniem z perspektywy Ewangelii św. Jana, to tu odkryjemy jakby jeszcze większą głębię. Dlatego, bo on się jeszcze częściej niż inni ewangeliści posługuje określeniem bycia uczniem, a o sobie najczęściej mówi Uczeń, którego Jezus miłował. Siebie najczęściej nazywa uczniem. A przecież Jan pisze tę Ewangelię w bardzo późnym wieku życia. I to, co on mówi właśnie w tym wieku, widocznie tak przeżywał przez całe życie. Już lata minęły od śmierci Jezusa, lata minęły od jego młodości, przeżywał ten czas z Chrystusem w swojej młodości, był jednym z najmłodszych apostołów, jeśli nie najmłodszym. Natomiast pisze Ewangelię pod koniec życia i siebie nazywa uczniem. Być uczniem. A to być uczniem w przypadku św. Jana, to idzie nie tylko w kierunku "Być z Nim, z Jezusem, iść za Nim", ale jak tu "być w Nim". Dla niego to zjednoczenie z Jezusem, z Mistrzem sięga największej głębi osobistej, tego osobistego zjednoczenia, tego osobistego zakochania, zamieszkiwania w Jezusie, w Jego sercu, w Jego przestrzeni życia.
      W tym kontekście warto przypomnieć również, w jakim sensie niewiasty, które towarzyszyły Jezusowi stanowią tak samo grono uczniów. Na przykład komentatorzy pokazują, że to sformułowanie, które jest użyte w Ewangelii, że one towarzyszyły (było ich tam trochę) Jezusowi, że greckie znaczenie tego słowa jest podobne jak pójść za mną, pójść za nim, że właściwie to jest w źródłosłowie to samo. Dzisiaj, i papież Benedykt XVI w książce "Jezus z Nazaretu", i inni komentatorzy, w to grono uczniów (dzisiaj to nie jest żadna nowość, żadna tajemnica) włączają kobiety, że to jest całe grono uczniów. A gdy przychodzi czas krzyża, okazuje się, że na Golgocie najwięcej jest właśnie kobiet. Przychodzi czas zmartwychwstania, to pierwsze przy zmartwychwstaniu są kobiety, one są pierwszymi apostołami. Pierwszymi posłanymi do apostołów są kobiety, więc okazuje się, że w tym wymiarze "bycia przy" "bycia z" "pójścia za" lepiej się sprawdziły w tym przypadku niż mężczyźni. Do przeżywania bycia uczniem jako "pójście za" "trwanie przy", jako "bycie z", naśladowania, wszyscy jesteśmy zaproszeni i do tego wezwani.
      Wśród wszystkich uczniów, jakich Jezus miał, najlepszą uczennicą była Jego Matka. Będąc Matką, jako matka w dzieciństwie wszystkiego Go uczyła, bo był prawdziwym człowiekiem i wszystkiego musiał się uczyć. Musiał się uczyć modlić, musiał się uczyć chodzić, musiał się uczyć mówić, wszystkiego się musiał uczyć i Ona Go uczyła. Natomiast przychodzi wiek dwunastu lat i jest takie wydarzenie w Świątyni, które Ją zaskakuje, św. Józefa również, gdy po znalezieniu mówi: "Jak to, nie wiedzieliście, że Ja powinienem być w sprawach Mojego Ojca?" Być może, że to jest także sygnał, że ten dwunastoletni Jezus ma już taką świadomość, kim On jest, że już coraz bardziej dominuje w Jego życiu, w relacjach Jezus - Maryja, to, że On uczy, On stawia pytania "Nie wiedzieliście?". I myślę, że chociaż jest powiedziane w Ewangelii "I wrócił z nimi do Nazaretu i był im poddany", relacje rodzinne były zwyczajne, to tu jest jakiś sygnał, że w miarę jak lata upływały, to również na przestrzeni życia rodzinnego w Nazarecie Ona się stawała uczniem, Ona się uczyła spraw Ojca, Ona się od Niego uczyła interpretacji Biblii. Jeśli czytali razem Pismo Święte i razem odmawiali psalmy, to pytanie ze świątyni "Nie wiedzieliście?" może jakoś sugerować sto innych pytań postawionych w domu "A jak to rozumiesz?" i wtedy się okazuje, że Pan Jezus to lepiej rozumie, bo nikt lepiej nie rozumie i to już w młodym wieku.
      Wśród tekstów papieskich jest też taki tekst o dzieciństwie Jezusa i o tym wzrastaniu Jezusa w Nazarecie. Jeden z nich pokazuje rozwój człowieczeństwa Jezusa, że autorem tego człowieczeństwa jest najpierw Duch Święty, a później Maryja. Piętno na Jego człowieczeństwie wycisnął przede wszystkim Duch Święty, bo On Go formował, ale piętno na Jego człowieczeństwie wycisnęła Maryja, bo była Jego Matką. Jego człowieczeństwo nosiło na sobie Jej cechy. Była dla Niego Matką, ale w miarę upływu czasu, coraz bardziej była Jego uczennicą. I kiedy Pan Jezus w publicznym już nauczaniu wypowiada te słowa: "Kto jest Moją matką? Którzy są Moimi braćmi?" to mówiąc, iż ci, którzy pełnią wolę Ojca, ci są Moimi braćmi, ci są Moją matką, ci są dla Mnie najbliższymi, to oni są Moją rodziną, oni są tymi, którzy Mi życie dają, są Moją matką, bo pełnią wolę Ojca. I wtedy w komentarzu np. w encyklice "Redemptoris Mater" o Matce Bożej papież pisze m.in. tak: "Czyż Maryja nie jest pierwszą spośród tych, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je? Czy nie powiedziała na początku 'Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa.'. Przez wiarę słuchała w dalszym ciągu i rozważała to słowo, które stawało się coraz przejrzystsze w sposób przekraczający wszelką wiedzę samoobjawienie się Boga żywego. Maryja Matka stawała się w ten sposób poniekąd pierwszą uczennicą Syna, pierwszą, do której On zdawał się mówić Pójdź za mną wcześniej, niż wypowiedział to wezwanie do apostołów czy kogokolwiek innego."
      Tak daleko papież tę refleksję posuwa, gdy chodzi o odniesienie bycia uczniem również w sformułowaniu Pójdź za Mną, że Ona była pierwszą, którą Pan Jezus wezwał, by poszła za Nim. I to bym zostawił na zakończenie tej refleksji wstępnej, żeby zastanowić się nad tym: jestem, chcę być, nie chcę być, mam opór, żyję współczesnym czasem, ja tam się niczego już uczyć nie chcę, albo chcę być uczniem i w tym byciu uczniem zapatrzenie się w Maryję jako pierwszą uczennicę, jako pierwszą, która w inny sposób niż apostołowie usłyszała Pójdź za Mną. Nie sformułował tego wezwania Pan Jezus do Niej w ten sposób, jak do apostołów, stając przed nimi, pojawiając się w ich życiu i mówiąc do nich Pójdź za Mną, ale to rosło, rosło w miarę upływu lat. Pierwszym znakiem tego jest sytuacja w Świątyni, gdy miał dwanaście lat, w którym mamy już taki wyraźny sygnał, że On przejmuje pałeczkę, że On tutaj już występuje w roli tego, który Jej daje do myślenia, który Ją uczy, który stawia pytania. A bycie uczniem, to jest bycie również przed pytaniami, bycie nauczycielem to także stawianie pytań i niekiedy pytanie jest ważniejsze niż odpowiedź, której nie muszę od razu znaleźć.
      Wczoraj mi ktoś tłumaczył, ale nie wiem czy to jest prawda, że teorii względności by nie wymyślono, gdyby ktoś nie postawił pytania "Co to jest czas?". Że takiego pytania wcześniej nie stawiano, bo co to za pytanie: "Co to jest czas?". A jak ktoś postawił pytanie "Co to jest czas?" no to wymyślił dziwne rzeczy. Niektóre pytania są szczególnie ważne. Bycie uczniem, to jest również chodzenie z pewnymi pytaniami, z którymi człowiek stara się zmierzyć, na które szuka odpowiedzi. Nawiązując do tego, że Maryja jest pierwszą uczennicą, wzorem ucznia, a równocześnie tą, która pomaga nam być uczniami, to Ona się troszczy o to, abyśmy czynili co On kazał - to jest Kana Galilejska, to Ona jest zawsze przy nas, byśmy Jej posłuchali, za Nim szli, w Niego się wpatrzyli. To Ona jest pierwszą stojącą pod krzyżem i my przy Niej uczymy się stać pod krzyżem. Właściwie nikt nas lepiej niż Maryja nie nauczył, jak przeżywać z Jezusem cierpienie. To, jak Ona przeżywała udział w krzyżu Jezusa, jest tutaj wzorem sposobu przeżywania krzyża, i nie tylko, wszystkich rzeczy, które Bóg nam dał.
      Dopowiem jeszcze tę myśl, że będąc uczniem Jezusa, mamy drugiego nauczyciela, równocześnie w nas działającego, jakim jest Duch Święty. Jeśli słyszymy słowo Jezusa i do nas dociera, to okazuje się, że to jeszcze nie wystarcza. Na to, żeby to słowo człowiek potrafił przyswoić, żeby tym słowem się przejął, żeby to słowo wprowadził w życie, żeby to słowo go ukształtowało, to sobie nie poradzi sam. Otrzymuje nauczyciela wewnętrznego, który mu wewnątrz tłumaczy, niejako trawi z nim to słowo i to słowo go przemienia. Jest tu więc w tym wstępnym wejściu w temat również zaproszenie do modlitwy do Ducha Świętego, żeby był moim wewnętrznym nauczycielem, zaproszenie do Jezusa, żebym umiał słuchać to Jego słowo, wpatrzyć się w Jego przykład życia, który nam zostawił i zawierzenie się Maryi, żeby nas prowadziła.


Uroczystość Chrystusa Króla

homilia ks. St. Szczepańca
25 listopada 2007

     "Dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna" (Kol 1,12-13).
Trzema słowami św. Paweł pokazuje nam niezwykłość działania Boga.
     Po pierwsze "uzdolnił" do uczestnictwa w dziale świętych. Każde dziecko Ojca niebieskiego, każde umiłowane przez Niego, obdarzone życiem Bożym, zostało uzdolnione do uczestnictwa w dziale świętych. Zostało uzdolnione do świętości. Ojciec uzdolnił swoje dzieci, dając im Ducha. Duch Święty wewnątrz, od środka nas uzdalnia. Od zewnątrz słyszymy słowa, czytamy książki, rozważamy, ale od środka mamy uzdolnienie. Uzdolniony jest nasz umysł, abyśmy rozumieli, uzdolniona nasza wola, abyśmy nie zwątpili i nie zrezygnowali. Uzdolnione nasze serce, by potrafiło kochać. Uzdolnione całe nasze człowieczeństwo, by osiągnąć świętość. Uzdolnił.
     Następnie "uwolnił nas spod władzy ciemności". Uzdolniony człowiek mocą Bożą zostaje wyzwolony z władzy ciemności. Wiemy, że zło ma dostęp do naszego życia. Wciska się pod wszelkimi postaciami. Zagraża naszemu myśleniu, które może być błędne, fałszywe, podejrzliwe. Zagraża naszym uczuciom, naszym słowom, postawom. Tyle może być egoizmu, zamknięcia się w sobie, samolubstwa, niedowierzania, zaniedbań. Ojciec nas uwolnił. Uwolnił nas i mamy w to wierzyć. Uwolnił nas mocą Ducha Świętego, mocą dokonanego przez Jezusa odkupienia.
     I wreszcie uwolnionych "przeniósł do królestwa swego Syna". Wyzwolonych z mocy zła, wprowadził do królestwa. Święty Paweł opisuje to jako działanie Ojca, jako dar dokonany w Chrystusie, jako droga, przez którą Chrystus buduje na ziemi królestwo Ojca, staje się Królem wszechświata.
     Jest druga strona medalu, drugi podmiot tego działania, jakim jest człowiek. Bo człowiek nie jest kimś, kto tak bezwolnie i bez swojego zaangażowania może zostać uzdolniony, wyzwolony, wprowadzony.
     Popatrzmy na ten nasz udział przez perspektywę tego, co dokonało się wczoraj na Wawelu. Dwie siostry spośród Sióstr Świętej Jadwigi powiedziały Bogu na całe życie swoje śluby. Zostały uzdolnione, zostały uwolnione, zostały wprowadzone w królestwo Chrystusa, ale to nie znaczy, że nie trzeba było wzrastać, że nie trzeba było odkrywać swego powołania, że nie trzeba było pracować głęboko i solidnie nad sobą, ażeby to, co było darem, stało się moim życiem. Jeśli człowiek potrafi powiedzieć Bogu na całe życie: "Należę do Ciebie. Wszystko, co chcę robić, to chcę pełnić Twoją wolę. Wszystko, co chcę robić, to chcę, byś to Ty działał we mnie, żeby się dokonywało to Twoje królestwo.", to wkład człowieka jest niesamowicie wielki. Każdy z nas przeżywa to na swój sposób, na swoim odcinku. My, na drodze kapłańskiej, odkrywaliśmy to samo przed święceniami, a później w drodze kapłańskiej realizujemy, starając się czynić to jak najlepiej. Każdy na drodze małżeńskiej czy innej przeżywa podobnie. Potrzebny jest ten wkład człowieka.
     I dzisiaj, w uroczystość Chrystusa Króla, tenże Niebieski Król pomnaża i w szczególny sposób wylewa na nas po królewsku hojność swoich darów, żebyśmy potrafili najpierw dostrzec, co uczynił dla nas Ojciec. Potrafili dostrzec, że On nas uzdolnił. Potrafili dostrzec, że On nas wyzwolił. Potrafili dostrzec, że nas przeniósł. Tak to św. Paweł ujmuje: "Przeniósł nas". Możemy się poczuć przeniesieni do królestwa Chrystusa, do królestwa Dobra, do królestwa Miłości, do królestwa Pokoju. Nie musimy być niespokojni, nie musimy być nerwowi, nie musimy być wątpiący, nie musimy być skonfliktowani. Zostaliśmy przeniesieni do królestwa, w którym jest zaufanie. Do królestwa, w którym jest pokój, do królestwa, w którym jest miłość. To królestwo chcemy w sobie umacniać i pokazywać innym, którzy pośród nas żyją, że jest takie królestwo, bo we mnie go widać. Ja go widzę w sobie i mogę się tym z innymi podzielić.
     Do tego obrazu ważne dopowiedzenie pojawia się w dzisiejszej Ewangelii, w tej rozmowie Jezusa na krzyżu z łotrami. Szczególnie z tym łotrem, który został nazwany Dobrym Łotrem, choć wiemy, że są widać i tacy, którzy nawet w sytuacji cierpienia, ukrzyżowania, nie potrafią się otworzyć, nie potrafią się zwrócić do Boga. To tajemnica ludzkiego serca, dlaczego aż tak jest zamknięte do końca. Do ostatniej chwili pozostaje złe. Tylko zło zionie z niego. Przekleństwa, złość do wszystkich, niszczenie. Widocznie są tacy ludzie i pośród nas również. Ale nas interesuje dzisiaj bardziej ten drugi, który usłyszał "Dziś ze Mną będziesz w raju".
     Najpierw to "dziś". Kościół odczytując tę Ewangelię w uroczystość Chrystusa Króla niejako przenosi Wielki Piątek na dzisiejszą uroczystość. Niejako pokazuje nam, że dziś, w wymiarze życia człowieka jest Wielki Piątek, dzień, w którym ja z Chrystusem umieram. Dzień, w którym ja z Chrystusem staję wobec ostatecznych rozstrzygnięć, wobec tego przejścia. Dzisiaj to się uobecnia w eucharystii, bo Chrystus w każdej eucharystii wypowiada również te słowa. Także dziś w sposób tajemniczy, sakramentalny wypowie słowa skierowane do każdego, kto jest skruszony i prosi Go o przebaczenie, wypowie słowa "Dziś ze mną będziesz w raju". Więc dziś kończy się nasze życie. Dziś na koniec roku liturgicznego, gdzie wędrowaliśmy przez dwanaście miesięcy, doszliśmy do Wielkiego Piątku przeżywanego na końcu dziejów. Przeżywanego niejako ponownie, ale z perspektywy Chrystusa Króla, z perspektywy ostatecznych rozstrzygnięć i również naszego zakończenia życia. Dziś. To dziś się dokonuje.
     Pan Jezus mówi "ze Mną". Nie da się inaczej wejść do raju jak z Jezusem i każdy, kto potrafi być z Jezusem dziś, bardziej się z Jezusem jednoczy, to bardziej z Jezusem wkracza do raju. Wejście do raju to wejście w zjednoczenie z Jezusem. I każdy z nas przeżyje dziś wejście do raju, każdy zostanie dzisiaj wprowadzony w raj na tyle na ile potrafi się z Nim zjednoczyć. Bo raj, który jest w niebie nie na czymś innym przecież polega, jak na tym, że człowiek potrafi cieszyć się Bogiem, żyć Bogiem, przyjąć Boga, otworzyć na Boga, zjednoczyć z Bogiem. I to zjednoczenie w miłości jest wydarzeniem tak wielkim, na miarę boską, na miarę większą niż człowiek. Ktokolwiek potrafi tak dzisiaj przyjąć komunię świętą to na tę miarę wchodzi w raj. Zostaje dziś przez Jezusa wprowadzony do raju.
     Modlimy się o ten dar dla wszystkich, szczególnie dla Sióstr św. Jadwigi, dla Bractwa św. Zofii, dla wszystkich, którzy mają dziś patronalne święto, ale także dla każdego z nas, bo wszyscy jesteśmy powołani, by zjednoczeni z Jezusem osiągnąć szczęście wieczne, a nie pogubić się w życiu i żyć nie wiadomo, po co. Żyjemy dla miłości i tylko miłość nadaje sens naszemu życiu i ona doprowadza go do kresu.
     Po mszy świętej, w czasie której spełnimy akt oddania Jezusowi, zawierzając się Jemu, będzie wystawienie najświętszego sakramentu. Będziemy jeszcze odmawiać litanię do Chrystusa Króla a później odmówimy akt oddania: O Jezu najsłodszy i odkupicielu rodzaju ludzkiego, wejrzyj na nas, Tobie się oddajemy, do Ciebie chcemy należeć. Spełniamy więc dziś dwa akty, które kończą rok liturgiczny. Jeden we mszy świętej, ten najważniejszy, jednoczący z Jezusem i z Nim wchodzący do raju. I drugi, który spełniamy poza mszą - tu się zaczyna, a kontynuuje w domu i wszędzie, żeby również poza mszą świętą nieustannie powtarzać: do Ciebie należę, dla Ciebie chcę żyć, Tyś jest Królem mojego serca.


"Wolność w Chrystusie według św. Pawła"

konferencja ks. St. Wronki
7 grudnia 2008

     Wolność jest jednym z największych darów Bożych dla człowieka. Należy do rysów upodabniających go do Boga (por. Rdz 1,26-27) i stanowi o jego godności. Według św. Pawła człowiek powołany jest do wolności (por. Ga 5,13), ma być obrazem Boga (por. Ef 4,24; Kol 3,10), a więc ma odwzorowywać w sobie także wolność Stwórcy. Apostoł Narodów zakłada wolność człowieka i odwołuje się do niej (por. Flm 14), podobnie jak Jezus, który nie narzuca niczego siłą, ale proponuje: Jeśli chcesz, zachowaj przykazania; jeśli chcesz, pójdź za Mną (por. Mt 19,17.21). Apostołom zostawia wybór: "Czyż i wy chcecie odejść?" (J 6,67). Człowiek podlega różnym ograniczeniom, ale ostatecznie jest w stanie kontrolować nawet najmocniejsze popędy, służące podtrzymaniu życia (jedzenie) i jego przedłużeniu (seks), w skrajnych wypadkach może wprost oddać życie, bo jest wolny. Bóg szanuje wybory i decyzje człowieka. Możliwość wiecznego potępienia bierze się właśnie stąd, że człowiek może powiedzieć Bogu "nie".

  1. Zniewolenie człowieka

         Apostoł Narodów widzi jednak, że człowiek stworzony jako wolny jest w różnoraki sposób zniewolony. Nie zawsze zdaje on sobie sprawę z niewoli, którym podlega, a nawet jeśli ma taką świadomość, nie jest w stanie całkowicie wyzwolić się z nich o własnych siłach.

    1. Niewola zewnętrzna

           My pomyślelibyśmy przede wszystkim o niewoli politycznej. Izrael znajdował się bowiem od 63 r. przed Chr. pod okupacją rzymską. Wprawdzie Żydzi wywalczyli sobie większe prawa niż inne podbite narody, ale brak wolności bardzo im ciążył i z biegiem czasu stawał się nie do zniesienia. Istniały ugrupowania w Palestynie, np. zeloci, które opowiadały się za zbrojną walką o odzyskanie niepodległości. Podobnie jak Jezus, Paweł nie występuje wprost przeciw okupantom, nie porusza w ogóle tego problemu. Mało tego, zaleca uległość wobec władzy rzymskiej, argumentując, że każda władza pochodzi od Boga i służy ochronie dobra (por. Rz 13,1-7). Jest to spojrzenie idealne, czym władza w swej istocie jest i jak powinna być sprawowana. Paweł wie, że rzeczywistość odbiega od ideału, że zdarzają się nadużycia, przeciw którym występuje. Temperuje zapędy żołnierzy i królów, osłabiając tym samym ostrze okupacji (por. Dz 16,35-39; 22,24-29; 25,10-12).
           Apostoł nie porusza też kwestii niewolnictwa, nie wzywa wprost do obalenia tego niesprawiedliwego systemu ani nie zaleca chrześcijanom, by zabiegali o wolność osobistą. Raczej chce, aby każdy pozostał w swoim stanie (por. 1Kor 7,20-24), ponieważ czas życia jest krótki (por. 1Kor 7,29), a niewolników zachęca do wiernej służby swoim panom (por. Ef 6,5-9; Kol 3,22-4,1; 1Tm 6,1-2; Tt 2,9-10). Jednak swoją nauką o równości, godności i wspólnym powołaniu wszystkich ludzi w Chrystusie, w świetle której nie ma już różnic między Żydem i Grekiem, wolnym i niewolnikiem, mężczyzną i kobietą (por. Rz 10,12; 1Kor 12,13; Ga 3,28; Kol 3,11), podkopuje fundamenty ustroju niewolniczego. Praktycznie doprowadza do przezwyciężenia niewolnictwa w zakładanych przez siebie kościołach, zalecając traktowanie niewolników jak braci (por. Flm).
           Apostoł nie mógł wprost wystąpić przeciw okupacji rzymskiej i niewolnictwu, ponieważ chrześcijanie stanowili wówczas małą grupę, która musiała walczyć o zaistnienie i przetrwanie w świecie, a poza tym była nakierowana na zbawienie pozaziemskie. Nie oznacza to jednak, że akceptował w pełni rzeczywistość polityczną i społeczną. Głoszona i urzeczywistniana przez chrześcijan Ewangelia stawała w poprzek niesprawiedliwości, przemocy, wyzyskowi, formowała nowego człowieka i budowała nowy świat, który wypierał starą rzeczywistość i przekraczał ją w stronę transcendencji, wieczności. Taka jest logika i siła chrześcijaństwa, które bez uciekania się do przemocy zdolne jest przekształcać człowieka i struktury świata. Wbrew pozorom ewangeliczna metoda przemieniania wszystkiego od wewnątrz w oparciu o siłę Bożej łaski połączoną z mądrym i konsekwentnym wysiłkiem ludzkim okazuje się na dłuższą metę skuteczniejsza niż działanie poprzez walkę i przemoc. Żydom nie udało się zrzucić jarzma rzymskiego przy pomocy dwóch powstań zbrojnych w latach 66-73 i 132-135 po Chr., natomiast chrześcijanie w IV w. uzyskali prawa w Cesarstwie Rzymskim i stali się w nim znaczącą siłą, a po jego upadku w 476 r. zbudowali nowy porządek polityczny w Europie Zachodniej. Podobnie powstania niewolników, z największym pod wodzą Spartakusa w latach 73-71 przed Chr. w Italii, nie doprowadziły do zniesienia niewolnictwa, natomiast chrześcijanie przyczynili się do tego, że sytuacja niewolników wyraźnie się poprawiła i system oparty na niewolnictwie został po wiekach obalony.
           O skuteczności logiki Ewangelii mogliśmy się przekonać w czasie przełomu dokonanego dzięki "Solidarności" w 1989 r. na drodze pokojowej, bez rozlewu krwi. Niekwestionowaną rolę w tych przemianach odegrał Jan Paweł II, który nie nawoływał do rewolucji, ale przypominał o godności i podstawowych prawach człowieka i narodu oraz inspirował do budowy cywilizacji miłości. Podkopywał w ten sposób fundamenty totalitarnego systemu i wypierał go nową rzeczywistością. To, co wydawało się nie do obalenia i na drodze zbrojnej byłoby rzeczywiście niemożliwe, stało się faktem dzięki działaniu w oparciu o Ewangelię. Podobną drogą szedł ks. Jerzy Popiełuszko. O niebezpieczeństwie ich oddziaływania zdawali sobie jasno sprawę komuniści, dlatego postanowili ich zlikwidować. W wypadku Jana Pawła II na szczęście ich plany nie powiodły się, ale również zabójstwo kapelana "Solidarności" nie położyło kresu jego wpływowi, lecz paradoksalnie jeszcze go wzmogło.
           Św. Paweł był więc świadom, że bezpośrednia walka z niewolą polityczną i społeczną była niemożliwa, bo chrześcijanie stanowili zbyt małą siłę. Taka walka była też niewskazana, bo nie doprowadziłaby do prawdziwego wyzwolenia człowieka. Pełnej wolności nie da się bowiem narzucić i utrzymać przy pomocy siły. Apostoł nie lekceważył zewnętrznego zniewolenia, ale widział głębszą niewolę, która stoi u fundamentów niewoli politycznej i społecznej.
           Potwierdzeniem słuszności jego myślenia są opinie pojawiające się u nas dzisiaj, że przed 1989 r. było lepiej, że człowiek mimo wszystko był bardziej wolny. Głosy te mogą być wyrazem nostalgii za dawnym porządkiem ze strony tych, którzy czerpali z niego korzyści, ale można też słyszeć w nich reakcję na przeakcentowanie wolności politycznej i społecznej, rozczarowanie, że wolność zewnętrzna nie rozwiązała, jak obiecywano, wszystkich problemów. Odzyskanie wolności politycznej i społecznej ujawniło, że istnieją też inne zniewolenia, wewnętrzne, duchowe, które sięgają głębiej i są trudniejsze do przezwyciężenia. Na nie przede wszystkim zwracał uwagę św. Paweł.

    2. Niewola duchowa

           Pierwszą siłą, która według Apostoła zagarnia człowieka w niewolę, jest grzech. Paweł personifikuje go i ukazuje jako tyrana, który opanowuje człowieka, czyni sobie w nim mieszkanie i kontroluje jego postępowanie. Przyzwalając na grzech, człowiek wpada w jego sidła, staje się od niego zależny do tego stopnia, że czyni już nie to, co uważa za dobre i piękne i czego pragnie, ale to, co rozpoznaje jako złe i czego chciałby uniknąć. Grzech rodzi kolejne grzechy. Jest to sytuacja paradoksalna i dramatyczna, z której człowiek na próżno stara się uwolnić mimo dobrej woli i podejmowanych wysiłków. Egoizm, namiętności, pożądania zagnieżdżające się w "ciele" (sarks) człowieka okazują się mocniejsze od niego (por. Rz 7,14-25). Nie oznacza to jednak, że człowiek jest zwolniony od odpowiedzialności za swe czyny (por. Rz 2,5-16; 14,10-12; 2Kor 5,10).
           Dzisiaj bagatelizuje się grzech, a nawet zaleca jako coś, co ubogaca człowieka, czyni go bardziej doświadczonym. Nie dostrzega się, jak zło potrafi zniewolić człowieka, zaciemnić jego umysł, zatruć jego serce, osłabić wolę. Zresztą w ogóle nie patrzy się na wnętrze człowieka, uważając je za sferę prywatną, nienaruszalną, ale zwraca się uwagę na wymiar zewnętrzny, na wygląd, wrażenie, które ktoś robi. Zapomina się, że słowa i czyny rodzą się z wnętrza człowieka. Jeśli ono jest zniewolone, będzie rodzić zatrute owoce, małowartościowe, choć wyglądające pięknie.
           Dalej mówi św. Paweł o niewoli Prawa. Chodziło o drobiazgowe przepisy judaizmu, w których miała się wyrażać wola Boga. Okazało się, że to Prawo z czasem coraz bardziej zaciemniało pierwotną myśl Stwórcy i niepotrzebnie ograniczało człowieka (por. Kol 2,8.20-23; Mt 15,3-9), a przede wszystkim uświadamiając obowiązki, umożliwiając poznanie Bożych przykazań, nie dawało siły do ich wypełnienia. Przeciwnie, wzbudzało pożądania i prowadziło ostatecznie do występków, jako że owoc zakazany smakuje najbardziej (por. Rz 7,7-14). Z drugiej strony Prawo to kształtowało postawę legalizmu, kurczowego trzymania się jego litery, bez wnikania w jego ducha, przy zastosowaniu różnych wybiegów, by stworzyć pozór przestrzegania wszystkich przepisów, co prowadziło w następstwie do roszczeń względem Boga, który miał rzekomo obowiązek wynagrodzić wypełnianie Jego Prawa (por. Rz 2,17-24). W sumie Prawo według Pawła nie wyzwalało człowieka, nie czyniło go lepszym, lecz albo więziło go w gąszczu przepisów, których nikt nie mógł do końca wypełnić (por. Dz 15,10), i tym samym obnażało jego grzeszność, potępiało go i rodziło frustrację, albo zasklepiało go w legalizmie, który prowadził do fałszywego spokoju sumienia i uzurpowania sobie prawa do nagrody, ograniczając w ten sposób autentyczne dążenie do doskonałości.
           Dziś przykłada się również wielką wagę do prawa, uważa się je za lekarstwo na wszelkie problemy w relacjach pomiędzy ludźmi i narodami. Mnożone są więc przepisy i pieczołowicie egzekwowane, choć nie zawsze w jednakowy sposób i nie w odniesieniu do wszystkich ludzi. Dla niektórych prawo jest wręcz środkiem zwalczania innych, bronienia nieuczciwych interesów. Dla wielu wyznacza maksimum moralności, podczas gdy powinno stanowić zaledwie próg, z którego człowiek mógłby się odbić w stronę doskonałości moralnej. Prawo jest przeznaczone bowiem nie dla sprawiedliwych, ale dla postępujących bezprawnie (por. 1Tm 1,8-11).
           Kolejna niewola, której człowiek podlega, to budząca lęk i nieunikniona śmierć (por. Rz 8,2; Hbr 2,14-15). Św. Paweł nazywa ją ostatnim wrogiem człowieka (por. 1Kor 15,26), który kładzie kres jego ziemskiemu istnieniu. Wobec tej niewoli człowiek jest zupełnie bezbronny i bezradny.
           Dzisiaj przemilcza się rzeczywistość śmierci, próbuje się ją usunąć ze świadomości albo przyjmuje się ją z rezygnacją jako coś naturalnego, wpisanego w ludzki los. Człowiek stara się przedłużyć maksymalnie życie, "wycisnąć" z niego jak najwięcej, nie wybiegając myślą ku końcowi, zamykając się w pewnej iluzji. Gdy nadchodzi kres życia, zachowuje się czasem irracjonalnie, traci wszelki sens i podejmuje decyzje, choćby w zapisach testamentowych, których konsekwencje ciążą potem długo na spadkobiercach.
           Za tymi wszystkimi negatywnymi doświadczeniami Paweł widzi działanie potęg kosmicznych, różnych duchów, zwłaszcza szatana, które są bytami pośrednimi między Bogiem i światem widzialnym. Mają one wpływ na człowieka, kuszą wprost do zła lub fascynują swoją doskonałością, zasłaniając Boga i odcinając człowieka od Niego (por. Rz 8,38; 1Kor 15,24; 2Kor 12,7; Ef 1,21; 2,2; 6,12; Kol 1,16; 2,15.18). Potęgi te zagarniają go również w niewolę, przed którą nie może się on obronić. Żadna magia, wróżby, horoskopy, bardzo popularne w starożytności, nie pozwalają człowiekowi opanować te moce, zjednać je sobie i wprzęgnąć w swoją służbę.
           Pomimo innego obrazu świata dzisiaj powraca lęk przed nieznanymi siłami, od których życie człowieka jest rzekomo uzależnione. Popularne na nowo stają się praktyki magiczne, wróżby i horoskopy. Człowiek czuje się zagrożony przez różnych bogów, których sobie stworzył.
           Wymienione zniewolenia sięgają rzeczywiście głębiej niż niewola polityczna czy społeczna. Paraliżują człowieka od wewnątrz, ograniczają jego myślenie i decydowanie, są źródłem zaburzeń w relacjach człowieka do siebie, do drugich i do Boga. Człowiek jest wobec nich bezradny.

  2. Wyzwolenie w Chrystusie

         Według św. Pawła prawdziwą wolność przynosi człowiekowi jedynie Chrystus poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie. On jest Odkupicielem i Zbawicielem człowieka wyrywającym go z tych różnorakich niewoli i obdarzającym wolnością. On bierze na siebie grzech z jego niszczycielską siłą i konsekwencjami (por. 2Kor 5,19.21; Ef 2,16; Kol 2,13-14), pozbawia mocy Prawo wyrażone w licznych zakazach i nakazach (por. Ga 3,23-25; Ef 2,15; Kol 2,14), a daje Ducha rozlewającego miłość w sercach ludzkich (por. Rz 5,5), która jest doskonałym wypełnieniem Prawa (por. Rz 13,8-10; Ga 5,14), przezwycięża śmierć (por. Rz 6,9-10; 1Kor 15,26) i poddaje swej władzy wszystkie potęgi (por. 1Kor 15,24; Ef 1,21; Kol 1,16; 2,10.15).
         Jednocząc się z Chrystusem poprzez wiarę i chrzest, człowiek zostaje wyzwolony, odzyskuje swą godność. Odtąd może żyć w wolności od grzechu (por. Rz 6,6.18.22; 7,25; 8,2), Prawa (por. Rz 7,4-6; Ga 3,23-25; 4,4-7), śmierci (por. Rz 6,8-11; 8,2; 1Kor 15,22.54-57) i potęg (por. Rz 8,37-39; 1Kor 6,3; 2Kor 12,9; Ef 6,10-17). "Do wolności wyswobodził nas Chrystus" (Ga 5,1). W Nim człowiek może czuć się wolnym i bezpiecznym, nawet jeśli podlega ziemskim panom. "Albowiem ten, kto został powołany w Panu jako niewolnik, jest wyzwoleńcem Pana" (1Kor 7,22), wewnętrznie nie jest już więcej niewolnikiem nikogo (por. 1Kor 7,23), w swoim postępowaniu nie zależy od opinii drugich (por. 1Kor 9,19; 10,29). W Chrystusie człowiek jest zdolny stawić czoło wszelkim siłom zagrażającym jego wolności i śpiewać hymn niezwyciężonej nadziei (por. Rz 8,31-39). Może stawać się człowiekiem doskonałym na Jego wzór (por. Rz 8,29; Ef 4,13), odzyskując w sobie obraz Boga zaciemniony przez grzech (por. Ef 4,24; Kol 3,10). W Chrystusie wolność człowieka jaśnieje pełnym blaskiem, odzwierciedla wolność Boga. Sięga do najgłębszej istoty człowieka, dlatego żadna przemoc nie może jej ujarzmić. Dzięki takiej wolności człowiek może w pełni dysponować sobą według własnego rozeznania i woli.

  3. Niewolnicy Chrystusa

         Czy to jednak oznacza, że człowiek wyzwolony przez Chrystusa, uczyniony synem i panem (por. Rz 8,14-17; Ga 4,5-7), może robić, co zechce? "Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę" (1Kor 6,12; por. 10,23).
         Wolność jest dobrze wykorzystywana, gdy człowiek wybiera to, co stanowi prawdziwą korzyść i co nie pomniejsza samej wolności, a więc gdy wybiera autentyczne wartości: prawdę, sprawiedliwość, miłość, a ostatecznie - Chrystusa i w Nim Boga, źródło tych wartości. Prawdziwe bowiem wartości ubogacają nas i jednocześnie zabezpieczają naszą wolność, poszerzają ją i umacniają. Jeśli natomiast zdajemy się tylko na siebie, idziemy za swymi zachciankami, wybieramy pseudowartości: kłamstwo, niesprawiedliwość, egoizm, to wprawdzie realizujemy również naszą wolność, ale źle, bo w ten sposób szkodzimy sobie i pomniejszamy zarazem naszą wolność, popadamy na powrót w niewolę siebie i drugich, grzechu, Prawa, śmierci i potęg. Poprzez każdy wybór zła człowiek pomniejsza, alienuje siebie i niszczy swoją wolność. Natomiast każdy wybór dobra powoduje, że człowiek buduje, realizuje siebie, dochodzi do pełni zamierzonej przez Boga i równocześnie poszerza swoją wolność. Zło zniewala, dobro wyzwala.
         Widać to najlepiej na przykładzie osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków czy zmysłowości. Osoby te niszczą swoje człowieczeństwo, a ich wolność kurczy się coraz bardziej, aż stają się zupełnie bezwolne. Podobny proces zachodzi w wypadku kłamstwa, niesprawiedliwości czy innego zła. One również ograniczają człowieka i jego wolność, choć może na pierwszy rzut oka tego nie widać. Istnieje też możliwość zniewolenia przez autentyczne wartości, gdy są absolutyzowane i realizowane w nieodpowiedni sposób. Wystarczy wspomnieć tutaj pracoholików czy serfujących godzinami po internecie. Jeśli prawdziwe wartości są realizowane w sposób mądry i wyważony, to nie uzależniają nigdy człowieka, ale go harmonijnie rozwijają.
         Wolność człowieka rozgrywa się więc pomiędzy wyborem dobra lub zła, wyborem, od którego nie można uciec. Im częściej wybiera on dobro, tym jego wolność jest większa; im częściej wybiera zło, tym jego wolność jest mniejsza. Najpełniejszą wolność posiada ten, kto najradykalniej odrzuca zło, a najmocniej wiąże się z Chrystusem, Bogiem, z prawdziwymi wartościami. Dlatego Paweł zachęca, abyśmy wyzwoleni przez Chrystusa z niewoli grzechu, nieczystości, niesprawiedliwości, stali się sługami, a nawet niewolnikami Boga, Chrystusa, współbraci w wierze, wszystkich ludzi, sprawiedliwości, prawa Bożego, Ewangelii (por. Rz 6,13.16-22; 7,22.25; 12,11; Ga 5,13; Flp 2,22). Stając się niewolnikiem Chrystusa, zależnym całkowicie od Niego i oddanym na Jego wyłączną służbę, człowiek paradoksalnie najlepiej używa swej wolności i ją zabezpiecza, jest najbardziej wolny - wolny od zła: rozpoznaje jego fałszywą atrakcyjność i odrzuca je bez wahania oraz wolny do dobra: rozpoznaje jego prawdę i piękno ukryte często w szarzyźnie życia i nie boi się trudu ani ośmieszenia, by za nim iść i je realizować.
         Taka niewola, służba, oddanie Bogu, Chrystusowi, ludziom, wartościom nie oznacza poniżenia czy uzależnienia człowieka, jak to się dzieje normalnie przy zniewoleniu, ale najwyższą godność i wielkość człowieka. Niewola ta jest bowiem podejmowana z całą świadomością i wolnością i rzeczywiście sprawia, że człowiek w pełni dojrzewa.
         Wyrażenie "Sługa, Niewolnik Boży" było tytułem honorowym już w Starym Testamencie (por. Ps 89/88,4). Chrystus przyjął również postać sługi, niewolnika, był posłuszny aż do śmierci (por. Flp 2,7.8) i służył wszystkim (por. Mt 20,28; Mk 10,45; J 13,15). Został za to wywyższony przez Ojca (por. Flp 2,9-11). Podobnie Maryja zgodziła się być służebnicą, niewolnicą Pańską (por. Łk 1,38.48) i wypełniała słowo Boga w swoim życiu, za co również jest błogosławiona (por. Łk 1,46-55).
         Podobnie realizację pełnej wolności rozumiał św. Paweł. Określał siebie jako sługę, niewolnika Boga (por. Tt 1,1) i Chrystusa (por. Rz 1,1; Ga 1,10; Flp 1,1). Czując się całkowicie wolnym i niezależnym od nikogo, stawał się niewolnikiem wszystkich dla ich zbawienia (por. 1Kor 9,1.19), służył całym życiem Ewangelii (por. Flp 2,22). Oddany najwyższym wartościom, był rzeczywiście wolny i nie dał się nikomu zastraszyć.

  4. Wolność Jana Pawła II

         Streszczeniem wolnej postawy św. Pawła wobec Boga i ludzi jest tytuł "Servus servorum Dei" ("Sługa sług Bożych") używany przez papieży od czasów św. Grzegorza Wielkiego (540-604). Jeszcze dosadniej paradoksalną ideę wolności w Chrystusie, głoszoną i przeżywaną przez św. Pawła, wyraża dewiza "Totus Tuus" ("Cały Twój") Jana Pawła II, zaczerpnięta od św. Ludwika Marii Grigniona de Monfort (1673-1716). Słowa te mówią o oddaniu się w niewolę Maryi, a przez Nią Chrystusowi i Bogu. Jan Paweł II nie obawiał się tego sformułowania, bo rozumiał, że ta niewola oznacza najwyższą wolność.
         "Doszedłem do wniosku, że działa tutaj (jak nieraz w Ewangelii) wymowa paradoksu: wyrażenie "święte niewolnictwo" wskazuje na doskonałe, poniekąd maksymalne, wykorzystanie tej wolności, która jest największym darem dla człowieka. Wolność mierzy się miarą miłości, jaką potrafimy z niej w sobie wykrzesać" [A. Frossard, "Nie lękajcie się!. Rozmowy z Janem Pawłem II", Citta del Vaticano 1982, s. 154].
         "Wolność jest wielkim darem Bożym. Trzeba go dobrze używać. Miłość stanowi spełnienie wolności, a równocześnie do jej istoty należy przynależeć - czyli nie być wolnym, albo raczej: być wolnym w sposób dojrzały. Jednakże tego "nie-bycia-wolnym" w miłości nigdy się nie odczuwa jako niewolę; nie odczuwa jako niewolę matka, że jest uwiązana przy chorym dziecku, lecz jako afirmację swojej wolności, jako jej spełnienie. Wtedy jest najbardziej wolna! Oddanie w niewolę wskazuje więc na "szczególną zależność", na świętą zależność i na "bezwzględną ufność". Bez tej zależności świętej, bez tej ufności heroicznej, życie ludzkie jest nijakie!" [Jan Paweł II na ziemi polskiej, Citta del Vaticano 1979, s. 70-71].
         "Człowiek najbardziej wolny to jest ten bez reszty oddany. To jest program maksymalny. W obrębie tego maksymalnego programu znajdą się różne miary. Każdy znajdzie swoją miarę, każdy znajdzie swój dar. Bo każdy ma swój własny dar, dar od Boga, którego się winien dopracowywać całym swoim życiem" [K. Wojtyła, Oto Matka twoja. Homilie i przemówienia związane z Matką Bożą Jasnogórską wygłoszone w czasie posługi duszpasterskiej w Metropolii Krakowskiej oraz podczas pobytu na Jasnej Górze Ojca Świętego Jana Pawła II, Jasna Góra - Rzym 1979, s. 333].
         Jan Paweł II ukazuje nam słowem i przykładem, jak bardzo myśl św. Pawła dotycząca wolności jest aktualna i ubogacająca. Realizując ją, można żyć w pełnej wolności, uczestniczyć w wolności Boga i stawać się człowiekiem mądrym, odważnym i niezależnym. Wymaga to jednak wielkiego radykalizmu i konsekwencji. Trzeba bowiem poświęcić wszystko dla Chrystusa, dla Boga, zaangażować się całkowicie po stronie wartości, stać się ich niewolnikiem. Wydaje się to trudne dla współczesnego człowieka, któremu brak odwagi, aby przełamać lęk i zaufać do końca. Z jednej strony szuka on Boga i prawdziwych wartości, a z drugiej lęka się wymagań i broni z uporem własnej niezależności, aby nie stracić czegoś z uciech tego świata. Nie wierzy do końca, że w Bogu, w Chrystusie może odnaleźć najwyższe dobro i wolność, których tak bardzo pragnie.



"Przyjdź, Duchu Święty, odnów we mnie łaskę bierzmowania"

Droga Krzyżowa ks. St. Szczepańca
8 marca 2009


Wprowadzenie

     PROWADZĄCY (P): Gromadzimy się na Drodze krzyżowej, by rozważać mękę Chrystusa i Jego bolesną śmierć na krzyżu. W tym roku będziemy w tych rozważaniach odwoływać się do prawdy o sakramencie bierzmowania, który wszyscy dorośli przyjęli wiele lat temu. Chcemy sobie uświadomić, że to dzięki Duchowi Świętemu trwa w nas pragnienie naśladowania Chrystusa dźwigającego krzyż. Chcemy też gorąco prosić Ducha Pocieszyciela, aby odnowił łaskę, której nam udzielił w chwili bierzmowania. Rozpoczynając Drogę krzyżową prośmy Go, aby był z nami i aby napełniał swoją obecnością wszystkich uczniów Chrystusa.

     ŚPIEW: "O, Stworzycielu, Duchu przyjdź" lub inny śpiew do Ducha Świętego, np. "Duchu Święty, przyjdź".

Stacja I - Pan Jezus na śmierć skazany

     LEKTOR (L): Gdy człowiek słyszy wydawany na siebie wyrok śmierci, trudno mu zachować spokój. Jeszcze trudniej o taką postawę, gdy wyrok ktoś ma świadomość swojej niewinności. Zazwyczaj w człowieku rodzi się wtedy bunt, złość, gniew, a nawet chęć odwetu na tych, którzy dopuścili się tak wielkiej niesprawiedliwości. Jednak nie widzimy takich przeżyć u Jezusa, kiedy słyszy On okrzyki ludzi: "Ukrzyżuj Go!", a potem widzi Piłata podpisującego wyrok śmierci. Wewnętrzna walka dokonała się w Jego sercu podczas modlitwy w Ogrójcu. Teraz nie ma wątpliwości, że trzeba przyjąć niesprawiedliwy wyrok. Jest pełen Ducha Świętego, w którego mocy dopełnia dzieła odkupienia.
     L: Panie Jezu, wpatruję się w twoją postawę jako człowiek, który został przez Ciebie umocniony łaską sakramentu bierzmowania. Przed wielu laty napełniłeś mnie Duchem Świętym, który przypomina mi wszystko, czego nauczałeś i uczy mnie naśladować Twój sposób życia. Tylko dzięki Niemu mogę zrozumieć Twoje zachowanie przed sądem Piłata. Tylko Duch Święty może wzbudzić we mnie pragnienie trwania przy Tobie w Twej męce. Dziękuję Ci, Panie, za ten dar i proszę, aby bym umiał iść za Jego natchnieniami.

Stacja II - Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

     L: Rozpoczyna się droga krzyżowa. Żołnierze wkładają na ramiona Zbawiciela ciężką belkę. Jednak jej fizyczny ciężar nie jest największą trudnością dla Jezusa. On bierze na siebie brzemię ludzi, przyjmuje na siebie wszystkie krzyże mieszkańców ziemi. O nikim nie zapomniał. Żadne cierpienie, żaden grzech, żaden problem ludzki nie został przez Niego pominięty. To ciężar ponad ludzkie siły. Może się z nim zmierzyć tylko Bóg. Jezus jest pełen Ducha Świętego i dzięki Niemu dźwiga na swoich ramionach losy świata.
     L: Panie Jezu! Przez całe życie byłeś prowadzony mocą Ducha Świętego. W godzinie krzyża ta moc objawia się najpełniej. To moc nieskończonej miłości, zdolnej wycierpieć wszystko, byle tylko uratować umiłowanego człowieka i pomóc mu w potrzebie. Taką moc wlałeś w moją duszę w chwili sakramentu bierzmowania. Namaściłeś mnie Duchem Świętym. W kolejnych latach mego życia uczę się korzystać z tej mocy, uczę się żyć miłością Boga i bliźniego. Prowadź mnie, Panie, przez swego Ducha.

Stacja III - Pan Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

     L: Każdy upadek jest bolesny. Ten, ku któremu kierujemy nasze myśli, przygniótł Jezusa do ziemi. Ciężar krzyża okazał się zbyt ciężki. Jezus leży u stóp ludzi, którzy patrzą na Niego z góry. Patrzą żołnierze, którym kazano wykonać wyrok, patrzą przechodnie, którzy być może zastanawiają się, co zrobił ten Skazaniec, patrzą też ludzie życzliwi, którzy szczerze współczują cierpiącemu Jezusowi. Wszyscy widzą, jak Jezus upada i powstaje, ale wydarzenie to wzbudza w każdym z nich inne postawy. Od osądzania do współczucia, od potępienia do chęci pomocy, od obojętności do zaangażowania. Jakie myśli wzbudza we mnie widok Jezusa, który upada pod krzyżem i powstaje?
     L: Dziękuję Ci, Panie, że w sakramencie bierzmowania, napełniłeś mnie tym samym Duchem, który był w Tobie. Gdy upadam i nie mam siły powstać, gdy przychodzą dni zniechęcenia i rezygnacji, gdy widzę, że z wieloma problemami sobie nie radzę, mogę sobie przypomnieć, że mieszka we mnie ten sam Duch, który był w Tobie. On daje mi ciągle nowe siły do powstania i pójścia dalej. Pragnę coraz bardziej otwierać się na Jego obecność w moim życiu i przyjmowanie ofiarowanej mi nadziei.

Stacja IV - Pan Jezus spotka swoją Matkę

     L: Na swej krzyżowej drodze Pan Jezus spotyka swoją Matkę. On wie, że Matka łączy się z Nim duchowo w każdej chwili Jego męki. Odczuwał Jej bliskość w Ogrojcu i w czasie nocnych przesłuchań, podczas biczowania i cierniem koronowania. Doświadcza tej bliskości również teraz, na drodze krzyżowej. Maryja przeżywa mękę Syna z całą miłością i wrażliwością swego serca. Ona jedna rozumie, co się dzieje. Wie, że po drogach Jerozolimy niesie krzyż wcielony Syn Boży, a nie zwykły skazaniec. Ona wierzy niezachwianie, że teraz dokonuje się zbawienie świata. Bóg walczy o człowieka, o usunięcie zła z jego życia.
     L: Dziękuję Ci, Panie Jezu, że pozwalasz mi rozważać Twoją mękę wraz z Maryją, Twoją Najświętszą Matką. Ona była prowadzona przez Ducha Świętego od chwili Jej niepokalanego poczęcia. Także teraz, w godzinie Twej męki, napełnia Ją Duch Święty. Wierzę, że prowadzi On również mnie, gdyż namaściłeś mnie Jego znamieniem w sakramencie bierzmowania. Dzięki Jego łasce trwam przy Tobie i w zjednoczeniu z Tobą widzę nadzieję na pokonanie zła w moim życiu. Coraz lepiej rozumiem Twoje słowa: "Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat" (J 16, 33).

Stacja V - Pan Jezus przyjmuje przymuszoną pomoc Szymona

     L: "Przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego" (Mk 15, 21). Pan Jezus szedł na Golgotę poprzez ulice miasta, w którym życie toczyło się zwyczajnie. Jedni sprzedawali, inni kupowali, jeszcze inni wracali z pracy w polu, jak Szymon. Kto z nich miał świadomość, że na ich oczach dokonuje się coś niezwykłego? Kto zdawał sobie sprawę, że człowiek niosący krzyż, to Syn Boga wszechmogącego? Szymon Cyrenejczyk nie był tego świadom, ale gdy zaczął nieść krzyż z Jezusem, jego postawa się zmieniała. Stopniowo odkrywał prawdę i wszystko na to wskazuje, że przyjął ją w pełni, skoro jego synowie, Aleksander i Rufus, jak mówi tradycja, ponieśli śmierć męczeńską za Chrystusa.
     L: Panie Jezu, kiedy przyjmowałem sakrament bierzmowania, uświadamiałem sobie, że przeżywam ważną chwilę w moim życiu. Jednak dopiero w dalszym rozwoju mojej wiary poznawałem coraz lepiej, kim jest Duch Święty, którego mi dałeś i uczyłem się dostrzegać Jego obecność w moim życiu. Pomóż mi mocniej uwierzyć, że jest on we mnie obecny zawsze, a gdy nadchodzi godzina cierpienia, uzdalnia mnie do godnego niesienia krzyża.

Stacja VI - Pan Jezus przyjmuje ochotną pomoc Weroniki

     L: Kiedy św. Weronika podeszła do Pana Jezusa i otarła Mu twarz, na chuście odbiło się święte oblicze Zbawiciela. Jednak ważniejszy ślad Chrystusowego oblicza i podobieństwo do Niego samego, jest nam ofiarowany w sakramentach świętych, poczynając od chrztu i bierzmowania. Św. Paweł pisze, że Bóg "wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych" (2 Kor 1, 22). Ta pieczęć, odciśnięta w duszy, jest niezniszczalna. Nosimy ją w sobie od chwili namaszczenia nas olejem krzyżma i będziemy nosić zawsze. Chusta świętej Weroniki przypomina nam o cierpiącym Chrystusie, z którym zostaliśmy w szczególny sposób zjednoczeni przez sakramentu chrztu i bierzmowania.
     L: Panie Jezu, wierzę, że w sakramencie chrztu odcisnąłeś w mojej duszy niezatarte znamię dziecięctwa Bożego, a w sakramencie bierzmowania wycisnąłeś w mojej duszy niezatarte znamię daru Ducha Świętego. Teraz mogę w zjednoczeniu z Tobą i za Twoim przykładem nazywać Boga swoim Ojcem oraz żyć i działać w mocy Ducha Świętego. Dziękuję Ci, Panie, za ten niezwykły dar i proszę, aby on nieustannie ubogacał moje życie.

Stacja VII - Pan Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

     L: Rozważamy powtórny upadek Jezusa na drodze krzyżowej. Znów widzimy Pana, który leży u stóp swoich sług, podziwiamy Nauczyciela, który pada wyczerpany przed swoimi uczniami, stajemy zdumieni wobec Wszechmocnego Boga, który uniżył się do końca stając się słaby i przywalony ciężarem krzyża. Kiedy wyjaśniał nam tajemnicę ludzkiego upadku, zwracał szczególną uwagę na znaczenie wiary w Niego i okazywania Mu zaufania. Gdy ktoś nie wierzy w Jego nieskończoną miłość, gdy nie widzi Jego najwyższej troski o człowieka, gdy nie ufa Jego niewyczerpanemu miłosierdziu, zadaje Mu największy ból. Taki ból przygniata do ziemi.
     L: Panie Jezu! Twój Duch przekonuje świat o grzechu. Wsłuchuję się w Jego głos. Dzięki Niemu ciągle przystępuję do sakramentu pokuty, żałuję za swoje grzechy i staram się z nich poprawić. Wierzę, że łaska sakramentu bierzmowania daje mi głębsze poznanie zła, jakie kryje się w każdym grzechu i mobilizuje mnie do wytrwałego dążenia do świętości. Nie dopuść, Panie Jezu, abym trwał w grzechu, lecz pomóż mi zawsze z niego powstawać.

Stacja VIII - Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty

     L: Pan Jezus widząc płaczące niewiasty powiedział do nich: "Nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!" (Łk 23, 28). Chrystus nie chce, aby się nad Nim litować w Jego cierpieniu. Wzywa raczej do tego, aby odkryć przyczyny Jego cierpienia i je usunąć. Te przyczyny są w nas i naszych bliskich. Dlatego potrzebujemy szczerego nawrócenia. Jego znakiem jest poznanie miłości Boga i wierne pełnienie Jego woli. "Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie" (Mt 7, 21).
     L: Św. Paweł uczył, że nikt bez pomocy Ducha Świętego nie może powiedzieć, że Ty, o Jezu, jesteś Panem nieba i ziemi. Bez Ducha Świętego nie potrafię także zapłakać nad sobą ze świadomością, że przyczyniłem się do Twojej męki. Ty jednak dałeś mi Ducha Świętego. Namaściłeś mnie Jego znamieniem w sakramencie bierzmowania. On pomaga mi wytrwale walczyć z grzechem i wiernie wypełniać wolę Ojca.

Stacja IX - Pan Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem

     L: Trzeci upadek Pana Jezusa przypomina nam o naszych powtarzających się upadkach. Niektóre z nich są obecne w naszym życiu przez wiele lat. Podejmowane przez nas próby nawrócenia przyniosły małe efekty. Tak więc wiele osób przyzwyczaiło się zaniedbywać lub byle jak odmawiać codzienną modlitwę, dało się opanować lenistwu, egoizmowi lub innym złym postawom. Ich nadzieją jest przyjęcie pomocy od Chrystusa, który powstaje z upadków i niesie krzyż aż do końca. Trzeba być blisko Niego. Człowiek, który często myśli o Jego męce i stara się przeżywać Jego cierpienia, otrzymuje szczególną pomoc do walki z grzechem.
     L: Panie Jezu, kiedy przyszedłeś do Apostołów po swoim zmartwychwstaniu, tchnąłeś na nich i powiedziałeś: "Weźmijcie Ducha Świętego! Którym grzechy odpuścicie są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20, 22-23). Dajesz swoim uczniom Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów. Gdy przychodzi Twój Duch, grzech znika. Gdy napełnia nas Miłość, zostajemy oczyszczeni z wszelkiego brudu. Dziękuję Ci, Panie, za dar sakramentu bierzmowania, za dar Ducha, który jest Miłością.

Stacja X - Pan Jezus z szat obnażony

     L: "Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: "Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć". Tak miały się wypełnić słowa Pisma: "Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię". To właśnie uczynili żołnierze" (J 19, 23-24). Dla żołnierzy ważniejsze było to, co się komu dostanie po śmierci Jezusa, niż los samego Zbawiciela. Pewnie wiele razy wykonywali takie wyroki, więc przyzwyczaili się do zadawania bólu i nie czuli wyrzutów sumienia.
     L: Panie Jezu, obnażony z szat. Broń mnie przed tym, abym się przyzwyczaił do zadawania komuś bólu, abym nauczył się kogoś wykorzystywać, komuś dokuczać, kogoś traktować z góry, jakbym miał do tego prawo. Niech Twój Duch, którego mi dałeś, broni mnie także przed chciwością, w której liczy się tylko to, co mogę zdobyć, a obojętne staje się to, czy ktoś cierpi. Pragnę mocą Ducha Świętego nieść innym radość i pokój, ofiarować im dobroć i pomoc, być wrażliwym na ich cierpienia i problemy.

Stacja XI - Pan Jezus przybity do krzyża

     L: Psalmista w Starym Testamencie doświadczając wielkiego cierpienia modlił się słowami: "Sfora psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców. Przebodli ręce i nogi moje" (Ps 22, 17). Słowa te wypełniły się ze szczególną dokładnością w czasie męki Jezusa. Jego ręce i nogi zostały przybite gwoźdźmi do krzyża. Zbawiciel przeżywa niewyobrażalne cierpienia. Całe Jego ciało było ubiczowane, na głowie cierniowa korona, ramiona zgniecione przez ciężką belkę krzyża, a także gwoździe przebijają ręce i nogi. Te właśnie rany pozostały na ciele Jezusa po zmartwychwstaniu. Pokazał Apostołom przebite ręce, a Tomaszowi polecił włożyć rękę do przebitego boku. W największym bólu objawiła się największa miłość i przyniosła ludziom największą pomoc.
     L: Panie Jezu! Przyjmując sakrament bierzmowania mówiłem, że chcę moją wiarę wyznawać, bronić jej i według niej żyć. Patrząc na Twoje przebite ręce i nogi, uświadamiam sobie, że to zadanie przerasta moje ludzkie siły. Tym lepiej rozumiem, jak bardzo potrzebuję mocy Ducha Świętego. Tylko dzięki Niemu mogę prawdziwie wyznawać moją wiarę, a także jej bronić i według niej żyć. Wiem, że droga wiary prowadzi również na Golgotę i że nie ominie mnie cierpienie. Wierzę jednak, że mocą Twego Ducha, wytrwam przy Tobie, mój Panie i Mistrzu, ukrzyżowany Zbawicielu.

Stacja XII - Pan Jezus umiera na krzyżu

     L: "Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: "Niewiasto, oto syn Twój". Następnie rzekł do ucznia: "Oto Matka twoja". I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie" (J 19, 25-27). Pan Jezus czyni swoją Matkę Matką wszystkich swoich uczniów. Ona jest z nami zawsze. Gdy przyjmowaliśmy sakrament chrztu, otrzymując dar życia Bożego, Ona była przy nas uczestnicząc w tajemnicy naszych nowych narodzin. Była z nami również, gdy przyjmowaliśmy sakrament bierzmowania. Jest z nami dzień po dniu. Jest także dzisiaj i będzie zawsze.
     L: Dziękuję Ci, Panie Jezu, za Maryję, którą uczyniłeś także moją Matką. Od niej uczę się stać pod Twoim krzyżem, jednoczyć się z Twoim cierpieniem, odważnie nieść swój krzyż każdego dnia. Uczę się od Niej również posłuszeństwa natchnieniom Ducha Świętego. Spraw, o Jezu, przez Jej wstawiennictwo, abym nie zmarnował łaski sakramentu bierzmowania, lecz żył nią każdego dnia.

Stacja XIII - Pan Jezus zdjęty z krzyża

     L: Po śmierci Jezusa Jego ciało zostaje zdjęte z krzyża i złożone w ręce Maryi. Gdy po raz pierwszy wzięła Go w swoje macierzyńskie dłonie, w Betlejem, po Jego narodzeniu, radowała się widokiem Dziecięcia. Od tamtego czasu Maryja przeszła długą drogę wiary. Wzrastała w wierze w okresie Nazaretu, żyjąc na co dzień z Jezusem i Józefem i zapewne prowadząc wiele rozmów na temat Boga i ludzi, na temat zła na świecie i sposobu pokonania go. Rozumiała coraz lepiej, że Jej Syn przyszedł z nieba, aby pokonać szatana i pomóc człowiekowi całkowicie należeć do Boga. Jej wiara rosła także w czasie publicznego nauczania Jezusa, a pod krzyżem przeszła kolejną, największą próbę. Ona jednak nawet w tej ciemności, nie zwątpiła ani na chwilę, że Bóg realizuje swój plan zbawienia ludzi. Poznawała ten plan coraz lepiej, w miarę, jak dokonywały się na Jej oczach, kolejne jego etapy. Gdy teraz trzyma Ciało Syna w swoich rękach, przez Jej cierpienie przebija również pewność, że to nie jest ostatnie słowo Boga, że nadejdzie dzień zmartwychwstania.
     L: Dziękuję Ci, dobry Jezu, za wiarę Maryi, Twojej i naszej Matki. Dziękujemy Ci za to, że nie zwątpiła w żadnej chwili swego życia i przeszła zwycięsko przez wszystkie ciemności, także godzinę krzyża. Wierzę, że Duch Święty, którym mnie napełniłeś, prowadzi również mnie do coraz lepszego poznawania Ciebie oraz Twoich słów i czynów. Proszę Cię, abym i ja nigdy nie zwątpił, lecz w każdej chwili życia, za przykładem Maryi, absolutnie wierzył Twemu słowu i ufał Ci bezgranicznie.

Stacja XIV - Pan Jezus złożony do grobu

     L: "Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało. Przybył również i Nikodem, ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo" (J 19, 38-41). Śmierć Jezusa i złożenie do grobu nie dodały skrzydeł Apostołom, którzy mieli nieść Ewangelię innym ludziom. Byli zagubieni. Nie znali jeszcze ostatniego etapu Jezusowej drogi. Nie rozumieli Jego zapowiedzi o zmartwychwstaniu. Dopiero gdy nadszedł poranek wielkanocny, wszystko się zmieniło.
     L: Napełniając mnie Duchem Świętym w sakramencie bierzmowania skierowałeś, o Panie, także do mnie słowa: "Idź, będziesz mi świadkiem". Chcę być, Jezu, Twoim świadkiem, wobec wszystkich, których postawiłeś na mojej drodze życia. Proszę Cię, abym dobrze przeżył Wielki Post, który rozpocząłem z całym Kościołem. Niech będzie ze mną Duch Święty, który Ciebie wyprowadził na pustynię na czterdzieści dni modlitwy i postu.

Zakończenie

     Kończąc rozważania drogi krzyżowej prośmy Ducha Świętego, aby pomnażał w nas dary, które nam ofiarował w sakramencie bierzmowania:

     Duchu Święty, Boże, Duchu Ojca i Syna, korząc się przed boskim majestatem Twoim, oddaję Ci siebie i z ufnością proszę:
     O, Duchu Święty, Dawco daru mądrości, oświecaj mnie.
     O, Duchu Święty, Dawco daru rozumu, pouczaj mnie.
     O, Duchu Święty, Dawco daru rady, kieruj mną.
     O, Duchu Święty, Dawco daru męstwa, umacniaj mnie.
     O, Duchu Święty, Dawco daru umiejętności, prowadź mnie.
     O, Duchu Święty, Dawco daru pobożności, uświęcaj mnie.
     O, Duchu Święty, Dawco daru bojaźni Bożej, broń mnie.
     Błagam Cię, Duchu Święty, Boże, napełnij mnie swoimi darami, abym mógł wiernie naśladować Chrystusa, mojego Pana i Mistrza. Który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.


    Powrót do strony głównej    



Strona © Magdalena Łużna 2007